Sunday, November 15, 2009

beach day






Wednesday, November 11, 2009

don't be mean go green

kazdy raj ma swoja ciemna strone, nawet na kostaryce. no bo tak. z jednej strony oszalamiajace, bezludne plaze. a z drugiej strony - plaze ze zwalami smieci. jakby przyjechala ciezarowka z wysypiska i oproznila kilka ton plastikowych butelek, plastikowych fiolek po lekarstwach, plastikowych japonek, plastikowych szczotek na zeby. wspolnym mianownikiem byl zdecydowanie plastik.


byly takie miejsca, ze doslownie brodzilo sie w tych smieciach.

mowiac szczerze bylam w lekkim szoku. po zaciagnieciu jezyka u miejscowych oraz potwierdzenia moich odkryc u napotkanych amerykanskich ekspatriatow wyszlo na to, ze te smieci podrozuja kilkadziesiat kilometrow, jak nie kilkaset z glebi ladu naprzeciwko (bo my bylismy na czubku polwyspu). kostarykanczycy w san jose, najwiekszej metropolii, wyrzucaja smieci na ulice. jak pada deszcz smieci splywaja do rzeki, rzeka do morza, a prady morskie transportuja je na niektore plaze tego wlasnie polwyspu. a o miejscu gdzie smieci laduja decyduja prady. kosmos. jak plynelismy promem, to widzielismy sznurki smieci ciagnace sie kilometrami.

co ciekawe, kostaryki nie wydaje sie krajem brudnym czy zasmieconym. defakto - reklamuje sie jako stolica eko-turystyki.

po tych wakacjach ani razu nie kupilam wody w plastikowej butelce (wode zabieram z domu ze soba w butelce klean kanteen) a kazdy najmniejszy kawalek plastiku wyrzucam do recyclingu. nagle kupowanie takiego np. zelu pod prysznic w formie bulk (czyli idziesz do sklepu ze swoja wlasna butelka i napelniasz) nabralo namacalnego sensu. aczkolwiek przyszlosc naszej planety widze cienko, bardzo cienko. nie wiem, czy fakt, ze nie uzyle 20 plastikowych butelek w skali roku cos zmieni. choc mozna by rzec, ze jesli sto milionow ludzi nie uzyje tych 20 butelek w skali roku, nagle mamy 200 milionow butelek nie ladujacych na takich plazach.

Thursday, November 5, 2009

we like it BIG

kilka miesięcy temu amerykanie dostali od rządu a właściwie od podatników, czyli pana-pani-spoleczeństwa, w ramach słynnego bailoutu, program o wdziecznej nazwie "cash for clunkers". idea piękna, każdy mógł wymienić swojego starego SUV'a albo pickupa żłopiącego beznynę na mniejszy i ekonomiczniejszy samochód i dostać od podatników $4 tys (kiedy to normalnie taki grat byłby np. wart 1/4 tego). czyli i wilk syty i owca cała. ameryka uniezależnia się od arabskiej ropy, niedźwiedzie polarne w troche wolniejszym tempie podtapiają się na icebergach, nieekonomiczne graty idą na złom, a obywatel dostaje 4 tysiaki jeśli kupi nowy EKONOMICZNY samochód. była cała lista tych, ktore sie kwalifikowały jako ekonomiczne.

i co prosz państwa. okazuje się, że nastąpiło masę przekrętów i generalnie w duże mierze SUV-junkies wymienili swoje stare "clunkers" na nowe "clunkers", tak samo żłopiące ropę. najbardziej mnie rozśmieszyła ta statystyka: "In at least 15 deals in nine states, owners of large pickups cashed in old trucks for between $3,500 and $4,500 toward new Hummer H3 SUVs that got only 16 mpg." HUMMERY??? wtf?

wiecej TU

Tuesday, November 3, 2009

rants and raves

oficjalnie czas nazwac rzeczy po imieniu. writer's block at its finest. co jakis czas przelewa mi sie mysl przez czaszke z cyklu "o, ciekawe, moze material na blogusia" i na tym sie niestety konczy. zyje w antycypacji na season's finale mad men (i nadal uwazam, ze Don Draper jest super hot, mimo, ze skurwiel i scierwo jakich malo). a reszta to nuda, finalizujemy kwestie domowe, jak juz sie sfinalizuja permanentnie w postaci pozbycia sie lokatorki to oglosze swiatu. o, byl haloween, ktory spedzilam w seksi dresie na kanapie, podczas ktorego to policja patrolowala z helikoptera santa cruz (co zagluszalo nam odbior ti-vi). bo my tu mamy prawdziwe gang wars, ktore podczas halloween materailizuje sie w postaci zadzgania kogos przypadkowego nozem. klasyk. czy poza kalifornia tez gangi meksykanskie (sorry jesli un-PC, ale nazwijmu rzeczy po imieniu) wyzynaja sie nawzajem? bo w SC owe gangi penetruja wszytsko, nawet niestety nasza sasiedzka high school.

Sunday, November 1, 2009

H O M E





Saturday, October 24, 2009

life is a beach

Ostatnimi czasy potwornie duzo sie dzieje i nie mam czasu na nic. Moj tzw. attention span skrocil sie do tego stopnia, ze nie jestem w stanie przeczytac jednego artykulu w Sunset Magazine (dla nietwajemniczonych Sunset to glownie obrazki). Jedyne jak juz mowilam co koi moja rozlatany mozg i nie podzega mojego ADD to Mad Men. Konczymy druga serie, nawet niektore odcinki zrobily sie w miare ozywione, musze przyznac. Zostalo nam jeszcze chyba z 12 odcinkow zeby nadrobic do stanu obecnego a potem to bede musiala chyba poszukac jakiegos methodonu, bo jakzeby czekac TYDZIEN na jeden odcinek. nie mowiac juz o tym, ze zaraz nastapi hiatus i bedzie trzeba czekac pol roku.

Anywho, anyhow. W sprawie domu to bank od short sale rzucil nam i marchewke (monetarna rzecz jasna, yay) ale tez i tzw. curve ball. Wyglada na to, ze bedziemy landlordami przez dwa tygodnie. Sprawa jest dosc skomplikowana i wszystko opisze jak juz bedzie PO i klucz bedziemy mieli w reku.

A ponizej plaze na Costa Rica, Nicoya Peninsula: Montezuma, Malpais, Tortuga Island, Cabo Blanco. Jak ktos szuka odludzia to znajdzie tam raj.









Sunday, October 18, 2009

nie samym chlebem czlowiek zyje

- a w przelozeniu na nasze to mozna by powiedziec, ze nie samymi morgeciami i kosztorysami. w zwiazku z tym postanowilismy troche sie oderwac, wskoczylismy na rowery i wzielismy pojechalismy po sasiedztiwe na open studios art tour, imprezie organizowanej co roku a majacej na celu przybilzenie masom lokalnych artystow . okazuje sie, ze gdzie mieszkamy to prawie co drugi to artysta. w sumie bylam zaskoczona bardzo poztywnie, tym co mialam mozliwosc zobaczyc. klimat troche kosmiczny, bo duzo tych ludzi ma swoje pracownie w domu, wiec sie czesto wchodzi do cudzego domu i oglada sztuke pomiedzy kanapa a kuchnia. zaczelismy wczoraj od naszego sasiada ulice obok, ktory jest wlascicielem bardzo milego border collie o imieniu tailor, ktora to sie kolegowala z nelo. strasznie zaluje, ze facet nie ma strony, bo jego prace a wlasciwie ilustracje sa fantastyczne. kupilismy dwie a w sumie moglabym miec wszystkie. przy okazji wzielismy tailor na spacer i w sumie omalo nie poplakalam sie z tesknoty za nelo. dzis objechalismy kilka innych pracowni, maz zanabyl jedna grafike. na koniec dotarlismy do tej pracowni i zachorowalam na TEN OTO obraz. west cliff w nocy. generalnie wszystkie inne tez sa rewelacyjne i wszystkie prawie przedstawiaja nasze sasiedztwo. do TEJ restauracji jezdzimy na tacos, TU kupjemy piwo poznym wieczorem a TO nasze ulubione kino.

Saturday, October 17, 2009

after the rain comes the sun

Right Now for
Santa Cruz, CA (95060)



Sunny
73°F
Feels Like
73°F
Updated Oct 17 12:25 p.m. PT

UV Index: 5 Moderate
Wind: From N at 11 mph
Humidity: 69%
Pressure: 30.00 in.
Dew Point: 63°F
Visibility: 10.0 miles


poza tym co. ostatnio moje zycie sklada sie w 80% z roboty (sam z siebie morgeć się nie spłaci, tak), 18% analizy inspekcji, kosztorysow oraz crash course w zakresie termitów i dachowania. pozostałe dwa procent dogorywam na kanapie w towarzystwie mad men i tej melodyjki, jak w czołówce gościu szybuje w dół z wieżowca . na temat madmen mam nawet głębsze przemyślenia, ale to przy okazji jak się już zbiorę mentalnie. a poza tym czemu nikt nie nie ostrzegł, że don draper to ciacho kalibru boskiego dżordża? aj hart don draper.

Monday, October 12, 2009

rain-tastic

jak temat zastepczy, to pogoda. bowiem jutro nadchodzi pierwszy w tym sezonie STORM. zapowiadaja mudslides, landslides i 1o cm deszczu. kalifornijczycy w zwiazku z tym robia zapasy. maz pojechal do kragen kupic mi nowe wycieraczki do samochodu i ponoc byla wrecz kolejka po ten typ osprzetowania samochodowego. cale szczescie, ze ostanio bogowie VPN-u czuwaja nade mna, rain or shine. chociaz to. wywalczylam zebami. poza tym moj mozg zatrzymal sie od kilku dni na stacji "home improvement", wiec se raczej ze mna nie pogadacie....




Hourly Forecast more details
6 am

56°F

Feels Like
52°F
9 am

55°F

Feels Like
50°F
12 pm

56°F

Feels Like
51°F
3 pm

58°F

Feels Like
54°F
6 pm

58°F

Feels Like
54°F
9 pm

57°F

Feels Like
52°F
Day Night


Heavy Rain / Wind
High
58°F

Precip
100%

Wind: From S at 24 mph
Max. Humidity: 87%
UV Index: 2 Low

Sunrise: 7:15 AM PT
Avg. High: N/A
Record High: N/A



Heavy Rain / Wind
Overnight Low
55°F

Precip
100%

Wind: From SSW at 26 mph
Max. Humidity: 93%
Sunset: 6:34 PM PT
Avg. Low: N/A
Record Low: N/A

Thursday, October 8, 2009

archnemesis

niestety kochani stanelo nade mna widmo karpetu. bowiem poszlismy do sklepu z podlogami celem rekonesansu. i wyszlo ze w naszym budzecie byc moze nie miejsca na takie ekstrawagancje jak drewno na dole i na gorze JEDNOCZESNIE. a juz tym bardziej na schodach. stopien bowiem jeden obity w drewno to 200 dularkow. maz zaproponowal wersje drewno gora plus dol ale z karpetem na stopniach. wtf? a jak nam ruszyly mentalne kalkulatory w glowach to az sie spocilismy. no wiec wiecie, nie ma, z ania tupnie noga bo nie lubi. KOMPROMISY.

poza tym co jeszcze. wlasnie bylismy na obiedzie z okazji drugiej rocznicy slubu. wydalismy kupe kasy i nadal jestem glodna (ale pijana, cale szczescie). to co, ramen noodles?

a na koniec breaking news. przyjaciolce ze szkolnej lawy (takiej prawdziwej the original BFF) urodzila sie dzis 4 kilogramowa bestia. 10 punktowa. oficjalnie jestesmy dorosle (a przynajmniej jedna z nas). i chce mi sie plakac, ale tak wiecie, pozytywnie. w zwiazku z tym przy obiedzie wypilismy zdrowie antosia. from california, with love.