Friday, August 7, 2009

the birth of uncool

wczoraj wracajac do domu mialam przyjemnosc wysluchac na NPR felietonu Andrei Condrescu na temat the birther movement. dla niewtajemniczonych, the birther movement to takie ugrupowanie, ktore twierdzi, ze hawajski akt urodzenia urodzenia obamy jest sfalszowany, ze nie urodzil sie on w USA i w zwiazku z tym pogwalcil konstytucje i nalezy go ze stanowiska prezdydenta wywalic na zbity pysk. sprawa trafila nawet do sadu najwyzszego, ale sad jakos (o dziwo! ciekawe dlaczego?) sie sprawa nie zainteresowal i ja odrzucil. ale wiadomo, nic nie sprzedaje sie tak jak sensacjonalne bzdury i birthers'i sa ostatnimi czasy wszechobecni w mediach, a szczegolnie bastionach jednej i jedynej prawdy prawicowej typu FOX NEWS (oraz ostatnio Lou Dobbs na CNN). bo kogo tak naprawde obchodzi problem bezrobocia i milionow obywateli (tak, tych z prawdziwymi amerykanskimi aktami urodzenia) bez dostepu do opieki zrowotnej. nuda. wiecej mozna znalezc tu na gawker.com.

ponizej wklejam caly felieton z tendencyjnie pogrubionymi fragmentami, ktore do mnie szczegolnie przemowily. bowiem codrescu laczy fenomen birthers'ow z jakze zywa w tym kraju ksenofobia. tak, tak, wiem ze kilka postow temu pialam peany na czesc ameryki i ze kazdy sobie tu znajdzie miejsce i ze ameryka to generalnie my home sweet home. ale nie czarujmy sie, ze ta osoba znajdzie ten swoj symboliczny dom GDZIE ZECHCE. sa bowiem i to niestety licznie wystepujace miejsca w tym kraju, gdzie ksenofobia ma sie dobrze a OBCY sa przyczyna wszystkich zgryzot hameryki. kilka lat temu byla tutaj taka nagonka w mediach na nielegalnych imigrantow (bo wszyscy amerykanie to przeciez rdzenni mieszkancy tego kontynetu). nagonka ucichla wobec wiekszych problemow typu galopujaca recesja czy ceny beznyny z lekka utrudniajace eksploatacje hummerow itp. ale jako ze dobry skandal z poddtekstem ksenofobicznym nie jest zly i rush limbaugh potrzebuje co jakis czas jakiejs nowej pozywki podzegajacej jego sluchaczy, to teraz mamy birthers'ow.


Award the Birther Movement by Andrei Codrescu

"To the Oscars, the Grammys and the Emmys, you can now add a wonderful new distinction: the Dobbies.

Awarded by the Southern Poverty Law Center, the Dobbies, named after CNN commentator Lou Dobbs, honor the year's greatest declaration of bigotry, chauvinism and plain stupidity. My candidate for the Dobbies this year is the "birther" movement, which claims that President Obama's Hawaiian birth certificate is not kosher, and, therefore, he may not have been born on American soil. Was he even born in American airspace? Was he even born in American outer space? Good questions, all raised by this supposedly dubious piece of legal paper.

What makes this movement Dobbie-worthy is that there is no other evidence of the president's non-Americanness. He has no accent — unlike this commentator who wouldn't be president if you waterboarded him. He has shown nothing but ardent love for this country, and he has even gone beyond rhetoric to get to know actual Americans — all suspicious activities by their very Americanness. If that piece of paper turns out to be irregular, all that presidential effort plus the votes of a majority of Americans may turn out to be only a cover. Under that American facade may lie a foreigner.

What is a foreigner? This is a question I can answer with some authority. A foreigner is someone like Henry Kissinger, Arnold Schwarzenegger and myself — people with accents who are distinguished by an unnaturally fervent dedication to this country. Unlike some of the people born on American soil, who take American democracy for granted and can make a big deal of trouble for people whose papers are not in order, foreigners have to think about the place where they are living because it isn't like the place they came from.

Of course, the same thing pertains to a person from Chicago who finds him or herself in New York. The native-born Chicagoan will find New York strange enough to learn it from scratch, because people in New York say funny things, walk differently, produce inferior pizza and have this funny law that you can't be mayor of New York if you weren't born in one of the boroughs. Oh, you don't? Sorry. I guess the birther movement isn't as mighty as I thought.

A foreigner is also someone who speaks more than one language, which can cause someone to be sympathetic to an alien expression, a gateway to UFOs and alien invasions. Polyglots are a threat to the American dream, which should be dreamed in English by a person with a valid birth certificate. It is this proud ignorance that makes the birther movement the only likely candidate for a Dobbie."

43 comments:

AnetaCuse said...

Ludzie naprawdę nie mają nic innego do roboty???

ania k said...

no wlasnie, tez sobie zadaje to pytanie

ania said...

Ja juz nie moge czytac i sluchac o tych nawiedzonych od certifikatu. Certyfikat okazano publicznie w mediach, tak? Hawaje zostaly kilka lat przed narodzinami Obamy wlaczone do USA jako ostatni stan, tak? Wladze hawajskie potwierdzily, ze certyfikat jest prawdziwy, tak? Czego ci ludzie jeszcze chca? Normalnie rece opadaja.

ania_2000 said...

Jak pierwszy raz o tym uslyszalam to az szczeka mi opadla - no ale wiadomo, glupota ludzka nie zna granic

Anonymous said...

Bezdenna głupota. W życiu nie dałabym rady słuchać takiego programu, bo po co? NPR potrafi niezłe wariactwa produkować. Zupełnie nie widzę celu takiego programu ani funkcji. Kaźdy, kto czyta, wie, że taka grupa istnieje, więc po co rozgrzebywać szczególy. Co to komu daje, że takie szczegóły się poznaje? Gratuituous stupidity, nic więcej.
Alicja

m. said...

Bylam ostatnio na imprezie polskiej smietanki towarzyskiej i glownym tematem byl najprawdziwszy w swiecie fakt urodzenia sie Obamy w Mombassa. W takich momentach nic tylko uprawiac cwiczenia z alienacji... chociaz juz w samochodzie dusilismy sie ze Starym ze smiechu przypominajac sobie opowiadane tam brednie. I nie wazny poziom wyksztalcenia i zyciowych sukcesow... przyklejeni rodacy do Faux News. Nasza slodka Ojczyzna produkuje nieprawdopodobna ilosc przeszczepionych pierwszopokoleniowych HAmerykanow ktorzy sie utozsamiaja z partia republikanska... i dopoki nie otworza geby na temat polityki, gejow i rasowych odmiencow to sie ciagle trwa w przekonanu, ze ze swiatlym czlowiekiem obcujesz. Tak jak z tym internista (wlasciciel sporej praktyki), ktory caly wywod walnal na temat Obamy Mombassy. Potem na polskim pikniku nieszczesliwie znowu do mnie przysiadl i strescil mi ksiazke goscia ktory udowadnia, ze "liberal mind is a mental ilness...," unikam teraz goscia jak ognia, nie chce wyladowac w pokoju bez klamek:)

ania k said...

m. - hehe, dobre, dobre, Faux News. trzeba zapamietac. co do ludzi, ktorych opisujesz, mam nadzieje nigdy na takowych towarzystwo nie nie byc "skazana". filozfia God and guns w wydaniu polskim jest dla mnie takim samym absurdem jak anty-gejowscy amerykanscy czarnoskorzy.

Anonymous said...

Ale wolno chyba mieć coś przeciwko małżeństwom gejów prawda? Bo ja jestem zdecydowanie przeciwko (mam na to solidne argumenty). Jestem też przeciwko temu, żeby rząd udzielał komukolwiek ślubu -- związki, unie -- tak. Prawa jednakowe dla wszystkich. Małżeństwo jednak zostawiam kościołom, świątyniom, meczetom i tak dalej. Usuwając małżeństwo ze sfery gdzie wtrąca się rząd, problem jest rozwiązany.

Za prawem do noszenia broni w USA też jestem jak najbardziej. Uważam, że liberalizm prowadzi do wielu złych rzeczy, jednak szanuję prawo ludzi do tego, żeby być liberałami. I też doceniam to kiedy moje konserwatywne poglądy są szanowane.
Dla mnie wiele stacji radiowych i telewizyjnych to straszne maszyny propagandy, w jedną albo w drugą stronę (NPR i Fox są tego przykładami). Dlatego czytam z 10 gazet dziennie, stąd i z zagranicy i na każdy z moich poglądów mam logiczne argumenty, które nie jest łatwo obalić.

Alicja

Kasia said...

nRece i nogi sie uginaja jak sie slucha i czyta te brednie podwazajace obywatelstwo Obamy.

Fanka NPR

ania k said...

Alicja, ale Ty musisz byc niezla masochistka, z takimi pogladami mieszkasz w BERKLEY, jakby nie bylo najwiekszym bastionie liberalnym tego pieknego kraju.

Kasia- witam fanke NPR :-)

m. said...

Alicjo,

Twoj swiatopoglad jest mi obcy, ale bede bronic do upadlego Twojego prawa do wyrazania swojego zdania.

Guns...
Wolalabym, zeby ludzie nie mieli tak latwego dostepu do broni palnej. Mozemy sie spierac na ten temat uzywajac statystyk itd, itp. Wiem jedno. Jestem nauczycielka i kilka juz raz przezylam "lock-down" w szkole, bo po okolicy grasowal szaleniec z pepesza i mial bardzo zly dzien. Kilka godzin z przerazona grupa nastolatkow, w egipskich ciemnosciach, na podlodze, bez mozliwosci pojscia do ustepu, daly mi sporo do myslenia na temat prawa do noszenia broni palnej.

ania k said...

mysle, ze Alicja zmienilaby zdania, gdyby na jej ulicy bylo na przyklad drive-by shooting. w koncu berkley od oakland az tak daleko nie jest a defakto rzut kamieniem. zawsze moze przeciez sie zdarzyc jakis zblakany poscig policyjny. a w oakland strzelaniny sa na porzadku dziennym...

Anonymous said...

Nie jest to masochizm. Berkeley jest świetnym przykładem intergracji ludzi o różnych poglądach, a mi to w życiu odpowiada. Są ludzie różnych kolorów, różnych ras, różnych poglądów. Najgłośniejsi są liberałowie oczywiście, lecz mi to nie przeszkadza, Akurat tu gdzie ja mieszkam to liberałów mniej, a i widok mamy piękniejszy niż tam gdzie zamieszkują liberałowie. Oakland osoboście ja bardzo lubię i nawet często bywam, Jak nie każdy pewnie wie, strzelaniny w Oakland są najczęściej związane z gangami, z narkotykami, no ale wiadomo czasem są i inne wypadki. Burmistrz Oakland jest super liberałem, a szkoda, bo trzeba by tam wziąć te gangi za mordę, założyć godzinę policyjną i doprowadzić miasto do dawnej świetności, a której niewiele osób pamięta. A jest to super ciekawe miasto, z Chinatown starszym niż San Francisco. Na szczęście droga do mnie jest długa i wiele samochodów nie radzi sobie z dojazdem na samą górę, więc pościgów raczej u nas nie ma i nie będzie - chyba, że zmieni się geologiczne ukształtowanie terenu.
Alicja

ania k said...

Alicja, a Rosje widzisz z tej swojej gory?

Anonymous said...

Aniu, Rosji nie, ale San Francisco i oba mosty mam jak na dłoni.....nie mówiąc już o Alcatraz i Marin headlands. A słynny wydział literatury rosyjskiej mam 10 minut samochodem więc i Rosję mam w przenośni pod nosem.

Alicja

m. said...

Alicjo,
Nie zapuszczaj sie w okolice tego wydzialu, to najprawdziwsze gniazdo liberalow. Czesio Milosz tak pyskowal, ze go potem za kare na Skalce nie chcieli pochowac.

Anonymous said...

I może dlatego miałam wspaniałą okazję być u niego na kolacji, jak jeszcze tutaj mieszkał? Gdyby żył i tu mieszkał, bylibyśmy sąsiadami. :)
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Alicja

Anonymous said...

W życiu jednak nie nazwałabym go "Czesiem". Dla mnie był zawsze Czesławem lub profesorem. Widocznie lepiej go znałaś. Wpaniały człowiek o szerokich horyzontach.

m. said...

To moze Jadzie Mauer rowniez znasz... pewnie Twoj rocznik, zgaduje, ze przedwojenny.

Kasia said...

Sorry Aniu ze troche nie na temat ale okazuje sie, ze swiat jest maly wiec chcialam skomentowac wpis "m"
m - tez mnie mozesz nazwac przedwojennym rocznikiem:) Moj maz mial zajecia z Pania Mauer na University of Kansas kilka ladnych lat temu. Ja widzialam ja raz w zyciu w Poznaniu jak byla na jakiejs tam konferencji tez sporo lat temu.

Anonymous said...

No ja akurat nie jestem przedwojennym ani nawet wojennym rocznikiem. Pani Mauer nie miałam okazji poznać. Natomiast profesor Miłosz był bardzo gościnnym człowiekiem i gości raczył na progu domu....polską wódeczką prosto z zamrażalnika. Wspaniałe wspomnienia, wspaniały cz łowiek. Już wtedy nosił się z planami przeprowadzki do Krakowa.

No i oczywiście - miał broń!

Alicja

salon nowojorski said...

Lou Dobbsa kiedys jeszcze dalo sie ogladac, ale teraz dziad juz zupelnie stracil rozum. Mam nadzieje ze pojdzie w slady Glenna Becka i przeniesie sie na Faux News.

ania k said...

salon, glenn beck nadaje sie do pokoju bez klamek (moim zdaniem rzecz jasna)

ania_2000 said...

Aniu, tak off topic - mam nadzieje, ze pozar, o ktorym dzisiaj glosno w naszych newsach ciebie w zaden sposob nie dotknal.

ania k said...

aniu, dziekuje bardzo, my jestesmy OK - nie sadzilam, ze ten pozar staniem sie newsem... widac potezne kleby dymu z naszej ulicy, ale sam pozar jest dosc daleko (ok 20 mil).... koszmar.

kw said...

O jaka ciekawa dyskusja. Hm hm, cos mi sie wydaje, ze czesc dyskutantow nawet znam z innych blogow albo innych wymiarow, wiec tez milo.

Aneta - ludzie zawsze bardzo lubia najbardziej nieprawdopodobne i idiotyczne teorie. W koncu ktos te wszystkie szmatlawce typu "National Enquirer" czytuje, nie? Kiedy cos kupuje w markecie to czasem rzucam okiem na naglowki, ktore zwykle bawia mnie niezwykle. Mysle, ze spora czesc spoleczenstwa po prostu ma sklonnosci do spiskowej wizji dziejow (Elvis zyje!) Niestety dotyczy to rowniez Polakow, ktorzy maja na przyklad obsesje na punkcie Zydow i masonow, zwlaszcza na emigracji...

Bron? W Kanadzie nie wolno posiadac a mimo to mamy w Toronto wojne gangow - strzelaja do siebie jak do kaczek z nielegalnych pistoletow. W UK trudniej o bron wiec sie dzgaja nozami. W Niemczech bardzo trudno o bron a mimo to maja seryjnych maniakow-zabojcow. W Szwajcarii bron ma prawie kazdy dorosly mieszkaniec a mimo to jakos o wariatach cicho. Mysle, ze problem nie w broni ale w braku wiezi spolecznych i innych sprawach.

m. - pewnie, ze lockout to nic przyjemnego, ale w Polsce sa falszywe alarmy bombowe a w Toronto zamykaja szkole nawet jak ktos sie pojawi z nozem, wiec nie widze zwiazku. Przemoc w szkolach mozna zwalczyc, ale sam zakaz posiadania broni niczego nie zmieni, vide przyklad Toronto.

m. - dawno nie slyszalem slowa "ustep". A to mi uswiadamia, ze chyba jestes ze Slaska i jeszcze co nieco.

Polacy sa przerazajaco konserwatywni, wiec sie nie dziwie, ze tradycyjnie popieraja republikanow.

Alicja - w kwestii slubow. Kosciol zajal sie udzielaniem slubow wiele wiekow po powstaniu chrzescijanstwa. Wczesny kosciol nie mieszal sie do slubow i dopiero kiedy biskupi zwietrzyli mozliwosc dochodow i kontroli spolecznej "zaadoptowali" malzenstwa. Tak wiec malzenstwa poprzedzaja kosciol. Wedlug mnie ani panstwo ani koscioly nie powinny sie mieszac do tego kto z kim chce sie zenic/wychodzic za maz o ile sa to osoby pelnoletnie i wchodza w zwiazek dobrowolnie. Nie ma logicznych argumentow przeciw malzenstwom gejow, co najwyzej religijne uprzedzenia.

ania k said...

kw, bardzo mi odpowiada Twoja argumentacja... nie ma to jak meski glos rozsadku.

i czy ktos mi moze wytlumaczyc o co chodzi z tymi masonami i Zydami, bo wydaje mi sie, ze mam jakies braki?

Anonymous said...

kw: no świetnie. Nawet nie usłyszałeś moich argumentów przeciwko małżeństwom gejów, a twierdzisz, że takowych nie ma, a jak są to są to religijne uprzedzenia.

Moje argumenty są jak najbardziej świeckie i w 100% logiczne i opierają się na systemie prawa tzw. common law obowiązującego w USA i w Kanadzie - tzn, prawa wywodzącego się z "common law" właśnie.

No ale po co się tym interesować, jak się ma już własną opinię i do śmierci trzeba się jej trzymać?

Alicja

kw said...

Common law ma to do siebie, ze ewoluuje. Nie tak dawno kobieta nie mogly dziedziczyc majatkow po swoich mezach i ojcach, co dosyc barwnie opisuje na przyklad Jane Austen. Cale szczescie zdrowy rozsadek wygral. Niewolnictwo tez kiedys bylo zgodne z common law a pozniej, przy uzyciu tego samego common law zostalo obalone w Anglii i koloniach.
Bardzo chetnie uslysze argumenty. Poki co polecam niezwykle przewrotny wyklad profesora Michaela Sandela, wygloszony dla BBC w ramach Reith Lectures. Profesor Sandel patrzy na problem malzenstw gejow z ciekawej perspektywy.
Podcast i jego transkrypt:
http://www.abc.net.au/rn/bigideas/stories/2009/2616256.htm

Polecam rowniez pozostale czesci. Spora porcja intelektualnej pozywki.

Anonymous said...

Argument jest prosty. Zakładam, że najlepszym środowiskiem dla wychowania dziecka jest związek kobieta-mężczyzna. Jest to układ optymalny. Podkreślam, że wiem, że czasem jest lepiej kiedy dwóch gejów wychowuje dziecko (niż rodzice alkoholicy, kobieta + mężczyzna). Ze względu na taki stan optymalny, chcę aby związek kobieta + mężczyzna miał specjalny status. Nie da się zrobić tego poza prawem. Rozumiem. że czasem może być jeden rodzic (wdowa, wdowiec, rozwódka, samotna matka czy samotny ojciec). I mimo, że występują sytuacje kiedy tacu rodzice samotni mogą wychować dziecko świetnie, ba lepiej niż rodzice kobieta + mężczyzna, i że czasem związki homoseksualne mogą wychować dzieci lepiej niż hetero, to problem jest w tym:

jeżeli wystąpi sytuacja sądowa przyznania opieki nad dziećmi (np. sierotami, których rodzice zginęli) i o taką kuratelę ubiega się siostra z mężem oraz brat i jego gej-parrtner, to JEŻELI WSZYSTKIE INNE CZYNNIKI są takie same (po angielsku: everything else being equal), to wtedy prawo powinno decydować, że sieroty idą do opiekunów w formacie kobieta+ mężczyzna, jako default. Jako, że common law opiera się na na precedensie, który jest wiążący do do decyzji w przyszłości, to jest to baza na której takie decyzje powinny być oparte. A skoro nieistotna jest religia lub jej brak w takich sytuacjach, to prawo musi w jakiś sposób rozwiązać zagadnienie jak uznać związek kobiety i mężczyzny jako specjalny i inny od wszelkich innych związków.
Nie jest tutaj istotne to, że czasem ludzie nie mają dzieci. Chodzi o uznanie i ustalenie niejako wyższości takiego związku na rzecz potencjalnych przyszłych pokoleń czyli sierot ja wyżej.

Nie mam nic do gejów i uważam, że należy im się sprawiedliwe trakowanie. Jednak tym samym muszę walczyć o to, aby związek K i M być czymś innym (użyłam słowa "wyższym" ale nie chodzi mi o wyższość czy lepszość dosłowną) niż jakiekokolwiek inne związki.

A tzw. slippery slope approach doprowadził już do tego, że w Holandii można zawrzeć ślub z koniem. Normalny, cywilny ślub.

Alicja

kw said...

Argument ciekawy i rozumiem o co Ci chodzi. Jednak z Twoich argumentów wynika, że nie jesteś przeciw małżeństowm homoseksualnym samym w sobie o ile nie mają dzieci.
Oczywiście zawsze najbardziej optymalne warunki dziecko ma ze swoimi rodzicami biologicznymi, jednak w realnym świecie istnieje wiele przykładów na to, że układ "optymalny" nie działa.
Niestety to grząski teren, bo kto ma decydować o tym który rodzic "nadaje się" na rodzica a który nie. Dziecko w rodzinie alkoholików zawsze będzie miało gorsze warunki niż jeśli będą je wychowywać kochające się pary homoseksualne.

Prawnie nie da się tego rozwiązać - de facto nie ma różnicy z punktu widzenia dziecka czy wychowująca ich para jest małżeństwem w świetle prawa czy nie. Jeśli matka dziecka jest lesbijką to przecież nie musi mieć ślubu, żeby mieszkać ze swoją partnerką. Można natomiast argumentować, że właśnie dla dobra dziecka państwo powinno udzielać ślubu partnerom, z którymi dziecko się wychowuje. Proszę sobie wyobrazić sytuację: para homoseksualna wychowuje dziecko od noworodka. Kiedy dziecko ma 8-10 lat jeden/na z partnerów ginie w wypadku. Tylko dlatego, że państwo nie sankcjonuje prawa do małżeństwa dziecko trafia do sierocińca, bo drugie z partnerów nie jest biologicznym rodzicem. Czy to będzie działanie na rzecz dobra dziecka? Szczerze wątpię.


Poza tym w Kanadzie istnieje common law marriage, czyli zasada, że jeśli z kimś się mieszka to po określonym czasie partnerzy, niezależnie od płci, de facto stają się małżeństwem w świetle prawa i mają większość praw i obowiązków małżeńskich nawet jeśli nigdy formalnie się nie pobiorą.

Na koniec statystyka. Czytałem niedawno artykuł, z którego wynika, że bardzo mało par gejowskich jest zainteresowanych adopcją i wychowaniem dzieci. Procent jest znacząco wyższy wśród lesbijek, ale jak już napisałem, w ich przypadku, przez to, że sądy w większości wypadków i tak przyznają opiekę rodzicielską matce, nie ma większego znaczenia czy państwo udzieli im ślubu czy nie. I tak mogą mieszkać razem i wychowywać razem dziecko.


Inny przykład, bez dzieci - mój przyjaciel w Polsce mieszka od lat ze swoim partnerem. Jeśli któremuś z nich coś się stanie to nie mogą za siebie decydować w urzędach, nie mają prawa do odwiedzin w szpitalu, nie mogą dziedziczyć wspólnego majątku. Trudno uznać to za sprawiedliwe.

Wreszcie na koniec - nie sądzę, żeby udało się logicznie sformułować i obronić prawo, które by stawiało związki homoseksualne ponad heteroseksualnymi. Każda taka próba z konieczności będzie podważana jako "dicriminatory". Trudno bowiem znaleźć jakiś logiczny, racjonalny argument żeby takie prawo obronić.

Anonymous said...

Ja też rozumiem Twoje poglądy i nie zgadzam się z tym, że komoseksualiści nie mają równych praw. To jest bezsens, Jednak nie małżeńtwo ten problem rozwiąże, a zwuązek typu unia. I aby nie dyskryminować dalej, to unii właśnie powinien rząd udzielać wszystkim, i hetero i homo. A instytucje religijne same sobie ustalą czy akceptują małżeństwa homoseksualistów. Some will and some won't.

Obecna sytuacja doprowadza jedynie do gniewu jednych na drugich, do marnowania pieniędzy na kolejne głosowania, na odwołania i apelacje.

Ja potrzebuję dwóch rzeczy:
1. aby rząd odczepił się od małżeństw, a przyczepił do unii - opłaty mogą być takie same
2. aby prawo uznało formalnie wyższość związku K + M (everything else being equal) w wychowywaniu dzieci czyli przyszłego społeczeństwa.

Jak widzisz więc, mój argument nie jest ani religijny, jest za to logiczny i jego główną przesłanką jest futurystyczna socjologia. I naprawdę tylko to mnie w zasadzie obchodzi. Wiele razu głosowałam przeciwko tym małżeństwom gejów i co z tego, że wygrałam, jak zawsze są odwołania i znowu wydaje się pieniądze i marnuje czas. Ten czas użyto by lepiej na zmianę, którą opisuję powyżej.

Niektórzy ludzie uważają, że słowa nie są ważne. Jaka tam różnica, małżeństwo czy unia. A że słowa są ważne, to tylko podam przykład, że są tzw. performative verbs czyli czasowniki, których samo użycie jest czynem prawnym.

"I now PRONOUNCE you husband and wife" - i już, jesteś żonaty/zamężna.
Drugi przykład to "I forgive you" - przez sam czasownik dokonuje się ogromnego czynu jakim jest wybaczenie,

I tak dalej. A więc słowa są ogromnie ważne i dla mnie słowo "małżeństwo" jest jednym z najważniejszych. Nie mam nic do gejów odwiedzających się w szpitalu, zostawiających sobie emeryturki etc.

Pozdrawiam,
Alicja

kw said...

Alicja, ad. 2

"everything else being equal" nie przejdzie, bo bardzo latwo to obalic, przywolujac chocby "Jim Crow laws". Nie da sie logicznie obronic argumentu, ze "formana wyzszosc" nie jest dyskryminacja. Jedynym wyjsciem jest albo uznanie rownych praw do malzenstwa dla partnerow homoseksualnych, albo rezygnacja panstwa z malzensw w ogole, na rzecz "unii".
To pierwsze nie odpowiada przeciwinkimo malzenst homoseksualnych, to drugie nie przejdzie, bo wowczas panstwo traci kontrole nad spoleczenstwem, czego zadna wladza nie lubi.

W Kanadzie w zasadzie sa oba elementy:
1. malzenstwa homoseksualne sa uznawane i maja takie same prawa i obowiazki jak malzenstwa hetero-

2. kazde mieszkajace z soba przez dluzszy czas osoby wchodza w common law marriage, niezaleznie od plci, o ile mozna udowodnic, ze de facto funkcjonuja jak para a nie na przyklad roommates. Tak wiec ktos kto z kims mieszka przez dluzszy czas a potem sie postanawia wyprowadzic bedzie musial sie liczyc z tym, ze ex-partner moze sie domagac alimentow, spadku, prawa wlasnosci, polisy ubezpieczeniowej i tak dalej.

Anonymous said...

Więc wobec tego chodzi mi o "inność" związku M + K (żeby nie użyć słowa "wyższość") lecz to szaleństwo, żeby związki K + M określać jako "inne".

Nie wiem więc co przejdzie, a co nie, ale to jest bardzo memu sercu bliskie. Jedyne co mogę protestować to są małżeństwa gejów. Może przez mój protest ktoś pójdzie po rozum do głowy i odwoła te rządowe małżeństwa. Jakby homoseksualiści byli mądrzy to by właśnie tak zrobili, bo wtedy zyskaliby sobie poparcie właściwie wszystkich. Kto jest przeciwny takim uniom dla wszystkich?

Obecnie w Kalifornii znów zbierane są podpisy, aby homoseksualne małżeństwa przeszły. Czy nie lepiej zacząć od zbierania podpisów na zmianę słowa małżeństwo na unia --- dla wszystkich? Wtedy i wilk będzie syty i owca cała, prawda? Bo katolicy na przykład będą zawierać śluby w kościołach, Żydzi w świątyniach, wyznawcy Islamu w meczetach. A ateiści ślubu nie potrzebują bo ślub byłby wtedy sakramentem dokonanym na oczach Boga (którego ateiści nie uznają).
A nas wszystkich zrówna -- unia cywilna. Przecież to jest bardzo proste i logiczne.
To rozwiązałoby wszelkie problemy i te niesnaski i nienawiści.

Niestety nie powinno być innego prawa dla homoseksualistów którzy mają dzieci i dla tych którzy ich nie mają. Bo w związkach niby przecież nie o dzieci chodzi.
Natomiast JA sama jestem ogromnie zainteresowana uznaniem związku K + M jako posiadający specjalny status, na wypadek prawnych przygód z dziećmi. W ogóle takie uznanie nie powinno wspominać o dzieciach, a jedynie byłoby pochodną myślenia, że właśnie o dzieci chodzi.

Pozdrawiam.
Alicja

kw said...

W islamie nie zawiera sie malzenstwa w meczecie. Malzenstwo i rozwod nie sa w islamie sakramentem tylko kontraktem cywilno-prawnym, ktory mozna rozwiazac. Przy czym historycznie w islame kobiety mialy o wiele wiecej praw majatkowo-cywilnych niz w panstwach chrzescijanskich.

Nie za bardzo widze roznice miedzy "unia" i "malzenstwem". Jesli pary beda mialy takie same prawa, to nie ma znaczenia czy jedno czy drugie slowo. Jesli nie, to z zalozenia nie beda mialy rownego statusu.

Dalej tak do konca nie wiem co jest sednem Twojego protestu? Bo jesli to troska o dzieci to protest powinien objac rowniez heteroseksualne rodziny patologiczne a zwlaszcza na przyklad samotne matki "z wyboru". Nie pisze tego sarkastycznie, po prostu jestem ciekaw ktory element jest najbardziej problematyczny.

ania k said...

sorry, ze sie wtrace w Wasza zagorzala dyskusje, ale moj slub byl udzielany przez rabina oraz ksiedza katolickiego jednoczesnie. w hotelu. czy to oznacza, ze nie byl to "prawdziwy" slub wedlug kategorii Alicji? i co ateizm ma do slubow? i czemu ateiscie ma nie zalezec na slubie? ateisci nie maja prawa sobie SLUBOWAC (bo od tego slowo "slub" sie bierze przeciez)?

Anonymous said...

Masz rację, że w islamie małżeństwo jest bardziej kontraktem i umową niż sakramentem. Śluby muzułmańskie mogą, lecz nie muszą odbywać się w meczecie. Ślub katolicki zresztą też może mieć miejsce poza kościołem.

Najbardziej na sercu leży mi uznanie zupełnej odrębności, różności związku kobieta+ mężczyzna. Przyczyny teoretyczno-prawne podałam wyżej.
ten związek wcale nie musi być małżeństwem. Może być unią. Gdzie jest miejsce w prawie na uznanie specjalnego statusu tego i wyłącznie tego związku?
Ponieważ homoseksualiści upierają się, że chcą mieć prawo do zawarcia małżeństwa, to ja temu mówię NIE (z przyczyn podanych wcześniej, dążenie do wyodrębienia związku K + M). Jak na razie to taka odrębność jest zaznaczona w USA (za wyjątkiem paru stanów) małżeństwem.

Jednak gdyby zamiast małżeństw wprowadzić unie dla wszystkich i zastrzec specjalność związku K + M na prawne potrzeby dzieci, to wtedy prawa wszystkich byłyby równe i nie byłoby więcej kłótni i niesnasek pomiędzy hetero i homo, religijną prawicą a liberalną lewicą.

Najważniejsza dla mnie jest prawna odrębność i wyjątkowość związku M +K. Wtedy zapewnione jest, że jeśli wszystkie inne czynniki są identyczne wartościowo to dzieci-sieroty idą do pary kobiety i mężczyzny związanych małżeństwem czy unią.
To jest bardzo ważny aspekt sprawy, bo prędzej czy później takie sprawy sądowe będą mieć miejsce. Wtedy prawo będzie jasne i nie będzie się trzeba kłócić. Oczywiście będą się kłócić i spierać, ale to już oddzielna sprawa - będą się kłocić o to czy wszystkie inne czynniki są equal - dla potrzeb sytuacji wyidealizowanej możemy to pominąć.
Alicja

Anonymous said...

A samo słowo jest ważne, dlatego, że wielu ludziom (religijna prawica, konserwatyści) po prostu nie leży słowo "małżeństwo" dla gejów. I będą się o to kłócić aż do śmierci.
W momencie kiedy wyeliminujesz słowo "małżeństwo" i zostawisz je religijnym instutucjom, to nikt nie przyczepi się "unii", bo nawet i prawica religijna nie sprzeciwia się unii, a małżeństwu. Wiem, bo pytałam.

"It's all in the word" - słowa mają ogromne znaczenie, a tym przypadku decydują o wszystkim.

Alicja

Anonymous said...

Ania, vide above.

Anonymous said...

Nie wiem czemu istotne jest słowo "ślub" skoro proponuję wyelimowanie go dla wszelkich ceremonii cywilnych. Nawet państwo na tym nie straci, bo te same opłaty będą płacone za unie. I unia byłaby i dla homoseksualistów i dla heteroseksualistów. Dokładnie takie same prawa i przywileje ( za wyjątkiem uznania unii M + K jako najbardziej idealnej do wychowywania osieroconych dzieci czy w sporach o przyznanie adopcji - w przypadkach kiedy wszystko inne jest identyczne).

A "ślub" pozostawi się instytucjom religijnym do ich własnej decyzji. Anglikanie pewnie zezwolą na religijny ślub homoseksualny, zreformowani Żydzi pewnie też, a katolity i Żydzi ortodoksyjni pewnie nie. To nie miałoby jednak nic wspólnego z prawami cywilnymi każdej osoby.

Moja sugestia po prostu eliminuje problem prawa do małżeństwa gejów.

A dopóki ktoś tego nie zacznie oficjalnie popierać, to ja jestem na 100% przeciwko małżeństwom homoseksualistów. I jestem zdecydowanie w mniejszości tu gdzie mieszkam, ale nie na mojej pięknej ulicy.:)

kw said...

Chyba czas powoli zakonczyc temat, przynajmniej z mojej strony. Zanim to zrobie kilka refleksji:

- oczywiscie, ze religijni fundamentalisci sprzeciwiaja sie unii i jakimkolwiek zwiazkom homoseksualnym. Prosze zobaczyc co sie dzieje w Polsce albo co sie ostatnio stalo na Litwie.

- dlaczego pozwalac na adopcje samotnym samotnym kobietom a nie parom gejowskim? Zadne racjonalne argumenty nie przekonuja mnie, ze dziecko wychowujace sie z samotna kobieta bedzie sie mialo lepiej niz w innym. Wrecz odwrotnie, potencjalna seria "kolegow" kobiety bedzie miala o wiele gorszy wplyw na rozwoj dziecka niz staly, stabilny i prosperujacy zwiazek

- dzieci w sierocincach jest o wiele wiecej niz par, ktore by je chcialy zaadoptowac. Wydaje mi sie, ze adopcja przez pary gejowskie/lesbijskie jest mimo wszystko lepsza niz wyrastanie w sierocincu.

Ta ostatnia refleksja jest chyba sednem tego co ja sam uwazam za problem. Wszyscy mowia, ze chca dobra dzieci, ale tak naprawde dorosli maja na uwadze wylacznie swoja WIZJE dobra dzieci. To tak jak z aborcja (nie bede wchodzil w temat, rzucam tylko dla kontekstu): wszyscy przeciwnicy mienia sie obroncami zycia. Jednak kiedy owo zycie wychodzi na swiat to przestaje byc takim pasjonujacym tematem klotni. Gdyby przeciwnicy aborcji wlozyli tyle wysilku w poprawe warunkow zycia dzieci nastoletnich matek albo porzuconych w sierocincu ile wkladaja w protesty to uznalbym, ze maja moralne prawo do sprzeciwu. Tymczasem najczesciej bardziej obchodza tych ludzi zygoty niz tysiace zyjacych w nedzy dzieci. Hipokryzja w imie religii, wartosci i, jakby inaczej, "dobra dzieci".

Anonymous said...

Nie mam nic przeciwko samotnym matkom ani gejom wychowującym dzieci. Zaznaczyłam to wcześnie i dosyć jasno. Chodzi mi o sytuacje konflikowe, w których jest spór pomiędzy np. samotną kobietą, parą homoseksualistów a parą K+ M. I wszystko inne musi być takie same. I właśnie wtedy K + M powinni takie dziecko dostać do wychowania, bo jest to najbardziej optymalna sytuacja. Ja też już kończę swoje wywody.

W USA fundamentaliści nie sprzeciwiają się uniom, bo takich nikt nie proponuje. Nie tak bardzo obchodzi mnie jak to rozwiążą na Litwie ani w Polsce, ale jak już podejmą jakąś decyzję, to wtedy będę zainteresowana i poczytam. W Polsce ani nie mieszkam ani nie głosuję, więc nie czuję, że mam cokolwiek do powiedzenia. Natomiast widzę, że prosta zamiana słowa spowoduje mniej napięcia i mniej niesnasek w społeczeństwie Ameryki.

Alicja

kw said...

Uf, alesmy sobie podyskutowali. Chyba "porwalismy" bloga autorce.
Lubie duzo myslec na takie tematy i coraz czesciej uswiadamiam sobie, ze zycie jest jednak niezmiernie skomplikowane i pelne niuansow i trudnych wyborow etycznych.
Pozdrawiam serdecznie.