Sunday, September 13, 2009

and the wheels keep turning

nastala niechybnie jesien. pojechalismy dzisiaj na polnoc a tam juz buduja nasza ulubiona pumpkin patch na halloween. zaraz potem bedzie x-mas i rok 2010. umylam samochod i w ciagu dziesieciu minut zaczal lac DESZCZ. po raz pierwszy od pol roku chyba. nic to, ze caly tydzien jak gnilam pod jarzeniowka w kolchozie to w santa cruz panowaly upaly rzedu 30C, bryza od morza i lazur nieba. a ciemno robi sie juz o 20.00. jak pomysle o tych moich dojazdach hwy 17 po ciemku to az mnie sciska w zoladku... no ale nic to. z nowym rokiem nowym krokiem, po wakacjach wrocilismy napompowani energia z dwoma celami. cel 1 - pozwolcie, ze przemilcze (nie nie, nie jest to dzidzia). cel 2 - szczeniak. wczoraj pojechalismy do SPCA i byla taka jedna. moja IMMIENNICZKA.

no ale hubby, nasz rodzinny Cesar Milan, po dlugim namysle stwierdzil, ze to jednak nie TEN PIES. dobra. jest dog whispererem to mu wierze.

13 comments:

AnetaCuse said...

Podziwiam Waszą determinację w szukaniu psa. Mi się wydaje, że moje czworonożne kochanie jest naszym pierwszym i ostatnim psem. Pies wprawdzie nam się udał, ale sporo ogranicza wolność i spontaniczność.

ania k said...

aneta, mi nigdy nie postrzegalismy nelo jako ograniczanie naszej wolnosci. fakt, wiekszosc planowalismy pod jej katem, np. wakacje i wyjazdy, ale to bylo akurat fajne. bardzo nam brakuje psiej przyjazni i radosci, jaka czworonozni wnosza do zycia... nelo pozostawila po sobie "big shoes to fill" i nie chcemy wziac pierwszego lepszego psiaka. tzn. moj maz nie chce, bo ja sie na tym nie znam ;-)

ania_2000 said...

Zazdroszcze Wam, ze szukacie psiaka.. Ja z moim jakos nie mozemy sie zebrac. Po smierci Jokera jest ogromnie pusto i smutno, ale z drugiej strony spedzamy oboje tyle czasu w pracy, ze z przykroscia mysle o ewentualnym zywocie naszego pieska - cale dnie w samotnosci. Tak wiec caly czas nie wiemy co robic.

salon said...

Twoja imienniczka ze zdjęcia jest cudna i dobrze jej z pyska patrzy. Trochę szkoda, że nie przeszła selekcji wstępnej.

ania k said...

ania, doskonale rozumiem Twoj dylemat...moj maz ma w miare wyluzowana prace i moglby psiaka zabierac ze soba do biura albo przyjezdzac do domu w czasie lunchu na godzinke... bez tego tez bym sie pewnie nie decydowala na szczeniaka. co do pustki to jest rzeczywiscie potwornie smutno i nie ma dnia, kiedy bym nie myslala o nelo. ale tez chyba czuje juz, ze nadszedl czas "to let go".

salon- prawda, ze dobrze jej z pyska patrzy? ale zebys Ty widziala inne szczeniaki w tym schronisku... wszystkie byly sliczne i kochane... trudno sie im bylo oprzec.

evek/ewwwek/ewa said...

ja nie wiem, ale chyba bym nie mogla zabrac pieska ze schorniska - wlasnie dlatego, ze jest ich tam tyle i nie moglabym sie zdecydowac... bo wszystkie zawsze tesknie patrza...

powodzenia w realizacji wszystkich celow!!

Kasia said...

Powodzenia w poszukiwaniach. Gdybyscie chcieli psa jakiejs konkretnej rasy, to mozecie sprobowac lokalne "rescue clubs" (lab rescue club etc)- o ile juz tego nie probowaliscie.
My kochamy naszego Kube (golden retriever) i nasz syn nazywa go swoim bratem (co nie bardzo podoba sie niektorym osobom). Najgorzej jest kiedy jedziemy na wakacje (np. do PL) i trzeba go oddac do "hotelu" albo znajomych. Serce mi peka z bolu i zalu wtedy, ze musimy go zostawic(:

suvka said...

slicznie Ance z pychola patrzy. naszemu wlasnie stuknely 2 lata i juz nawet nie pamietam jak to bylo bez niego. czasami posiadanie psa jest rzeczywiscie klopotem, wszystkie nasze wyprawy do parkow narodowych, czy tez za wode mniejsza lub wieksza kreca sie wokol znalezienia wlasciwego lokum dla Tuckera (tak to juz jest gdy sie nie ma wokol rodziny, a wiekszosc bliskich znajomych ma alergie).

Powodzenia w poszukiwaniach!!!

W tej chwili Tuck chrapie pod krzeslem a z lapek pachnie mu siankiem.

ania k said...

ewa, ja nic nie chce mowic, ale w jednym ze schronisk, ktore odwiedzamy jest sala pelna KROLIKOW do adopcji. nastepnym razem przesle zdjecie!


kasia, w rescue jeszcze nie bylismy. nelo byla kundlem i na razie sie tego trzymamy... nasi sasiedzi maja retievera z rescue, wspanialy pies.

ania k said...

suvka - to fakt z tym lokum. a psie hotele probowaliscie? my zawsze mielismy house sitters, bo nelo byla bardzo wrazliwa i do hotelu si enie nadawala (w sensie, ze by strasznie cierpiala).

suvka said...

Aniu, niestety w miescie te psie hotele, ktore w ciagu dnia oferuje 'day care' - czyli pies nie siedzi caly dzien za kratami tylko biega z innymi psami (i wtedy tak bardzo nie teskni) sa strasznie drogie, cena jest pomiedzy 35 - 37 dolarow za dzien i nie chca dawac znizek. Az sie zaczelam zastanawiac nad zmiana kariery i przestawieniem sie na dog sitting.

ania said...

Na pewno znajdziecie tego wlasciwego psa. Zobaczycie ja/jego, cos kliknie i juz. Powodzenia!

ania k said...

suvka - wow, strasznie drogo. my nigdy nawet nie sprawdzalismy cen, bo wiadomo bylo z gory, ze Nelo sie nie nadawala na jakiekolwiek psie hotele (nawet jesli bylyby to psie Hiltony).

ania - dokladnie. tak jak mowisz. jestes pewna, ze nie jestes "dog person"? :-)