Tuesday, June 16, 2009

you can get it if you really want, but you must try, try and try, you'll succeed at last

natury jestem chyba osobą mało optymistyczną, do tego jeśli dodać wyssane z mlekiem polskie czarnowidztwo i narzekactwo - you get the picture. więc jeśli mój minimalistyczny optymizm pójdzie się - excuse my french - jebać, no to wiecie. może być cinko. na przykład wczoraj. fakt faktem, że prawie że pobiłam rekord jeśli chodzi o korkowy cluster-fak, bo ta-tam, dojazd do domu zajął mi dwie godziny. po godzinie z płaczem i napierdalającym kolanem (kocham bezdennie moją zdezelowaną jettę z ręczną skrzynią biegów, ale kiedy przez 2 godziny macham kolankiem i sprzęgłem, to już mniej) zadzwoniłam do męża, który kazał mi się uspokoić. po czym zaczęłam wizualizować scenę jak z teledysku REM "everybody hurts", kiedy to porzucam jettę na poboczu autostrady Southbound 880 i spacerkiem podążam w siną dal. poczym niemalże dostałam ataku paniki. poczym trafik ruszył.

ale, ale. ostatnio przypomniała mi się jedna z moich ulubionych piosenek dekadę temu. i tego staram się trzymać.


3 comments:

ania_2000 said...

no ja cie ogromnie przepraszam, ale jakbym ja miala jezdzic przez tyle godzin w takim korku gdzie jest stop and go, tobym zajoba dostala nawet z normalna skrzynia biegow.
koszmar. road rage gotowy po godzinie. bardzo wspolczuje ci tych dojazdow.

ania said...

REM to jeszcze po biedy. Gorzej, jakby Ci po glowie zaczal chodzic Michael Douglas i "Falling Down" (chyba "Upadek" po polsku) ;)

ania k said...

ania: haha, jasne, ze znam Upadek. moze dlatego, ze bylam w takim lzawym nastroju przyszedl mi do glowy REM a nie wlasnie Upadek.

ania_2000: normalnie korki sa do zniesienia trasie, szczegolnie w moich godzinach (mam flexible schedule i generalnie jezdze do roboty na 10). no ale ten nie byl. jakis wypadek i zamkneli CALA autostrade.