Friday, August 29, 2008

Governor Sarah Palin

tak wczesnie rano a juz dopadla mnie histeryczna glupawka. patrzac z retrospektywy w sumie jest to logiczne, ze mccain a raczej jego think tank wybral kobiete jako kandydata na VP. w koncu rozgoryczeni fani clintonowej sa jego jedyna szansa.

Thursday, August 28, 2008

dlugi weekend

jutro ( a wlasciwie w sobote rano, bo zajedziemy mocno w nocy) bedziemy ogladac te widoczki. jezdzimy w to samo miejsce od kilku lat. mono county, california.


natural born leader

aaaach, obama. moglabym go sluchac godzinami. nie zawiodl. GO OBAMA!!!!!!!!!!!!!!


Wednesday, August 27, 2008

jutro

jutro obama wyglasza swoja acceptance speech. nadal uwazam, ze wszyscy politycy to klamcy i zlodzieje, aczkoliwek jesli ktos mialby ta opinie zmienic, to pewnie obama. no ma facet w sobie cos. aure, charyzme, cos tam. cos, co powoduje, ze wierze kazdemu jednemu slowu, jakie splywa z jego ust. tak wiec bede obamie jutro kibicowac. bardzo dobrze pamietam jego keynote speech sprzed 4 lat i jak mnie wtedy doslownie wmurowalo, jak ja uslyszalam. byla niesamowita, wyjatkowa, poruszajaca i taka NOWA, w porownaniu z belkotem innych politykow (i demokratow, i republikanow) . jestem ciekawa, co nam obama zaprezentuje jutro.

co do gara

ostatnio mam faze na tzw. dania jednogarnkowe. zdecydowanie jestem zwolenniczka domowych posilkow, ale tez zdecydowanie nie kocham stania nad garami CODZIENNIE. tak wiec ostatnio gotuje w niedziele, starcza do do polowy tygodnia, a od srodka tygodnia idzie jakos z gorki, zawsze sie cos wymysli w miare szybkiego. w piatki przewaznie wychodzimy na obiad, a w soboty mam znowu energie na kombinowanie.

kryterium mam jedno: nie moze byc zbyt tuczace. odpadaja wiec wszelkie zapiekanki makaronowe i lasagne. z trudem sie mieszcze ostatnio w swoje spodnie, mezowi tez brzuch cos urosl, wiec makaronu nie mam sumienia gotowac. na razie sprawdzily sie:
1. turkey chilli
2. beef burgundy
3. chicken cacciatore
4. fasolka po bretonsku

szukam dalej dobrych kandydatow. ma ktos jakies dobre pomysly? sugestie? thank you from the mountain.

Tuesday, August 26, 2008

celebrity endorsement

co 4 lata celebrities wychodza z cienia palm rodeo drive tudziez basenow hollywood hills w celu wsparcia ktoregos z kandydatow na prezydenta. tradycyjnie, kandydat demokratow ma tych celebrity endorsements od cholery, bo i artysci i celebrities przewaznie poglady maja demokratyczne. klasyczny przyklad to akcja "rock the vote", ktora w 1996 przyczynila sie w duzej mierze do zwyciestwa clintona. i clinton i al gore i john kerry historycznie bratali sie z celebrities. busha z celebrities jakos nie kojarze. natomiast wczoraj nieomal umarlam ze smiechu, jak uslyszalam ze niejaki daddy yankee wystapil publicznie z mccainem, dajac mu swoje poparcie. nie wiem, jak bardzo daddy yankee jest znany w kulturze mainstreamowej, w kazdym razie mi sie kojarzy z jednym: BOOTY DANCING. no dobra, jeszcze z gangami portorykanskimi w NYC. skad znam daddy yankee? mieszkajac w NYC trudno go zignorowac, niestety, jest wszechobecny. dla ciekawych ponizej teledysk daddy yankee, raz:




no wiec to surrealistyczne zestawienie zgrzybialego, wasp-owatego mccaina i booty lover daddy yankee doprowadzilo mnie do totalnej glupawki





p.s. no dobra, przyznam sie, ze jak czasami na meksykanskiej stacji radiowej poleci "rompe", to podkrecam na glosno. ale tylko z nostalgii ;-) a meksykanskiego radia slucham jak mi sie znudzi NPR :-)

khyber pass

wczoraj jak wlasnie sie zbieralam do gotowania obiadu, wysiadl nam prad. f. udal sie na rekonesanas w kierunku dwoch ciezarowek PG&E zaparkowanych 2 domy dalej i zostal poinformowany, ze nie bedzie pradu przez nastepne 4 godziny. a ze trzeba bylo cos zjesc, wybor padl na nowa restauracje afganska, khyber pass. byl to moj afganski debiut. werdykt: niebo w gebie. generalnie podobne do hinduskiego, aczkolwiek danie ktore zamowilam, o nazwie bouranee baunjan (pomidor, bakalzan, jogurt) bylo zupelnie nie-podobne do hinduskiego. i fenomenalnie wysmienite. mniam.

Sunday, August 24, 2008

carbon footprint



wg wiki:
A carbon footprint is a "measure of the impact human activities have on the environment in terms of the amount of greenhouse gases produced, measured in units of carbon dioxide".[1] It is meant to be useful for individuals, nations and organizations to conceptualize their personal (or organizational) impact in contributing to global warming. A conceptual tool in response to carbon footprints are carbon offsets, or the mitigation of carbon emissions through the development of alternative projects such as solar or wind energy or reforestation.

korporacja, w ktorej kontraktuje, stara sie edukowac pracownikow i pomoc im zwizualizowac impakt, jaki kazdy z nas ma na srodowisko. w restauracji pracowniczej znajduja sie, strategiczne umieszczone, takie oto informacje:





kazdy moze sobie wyliczyc, jaki impakt jego kanapka z serem bedzie miala na srodowisko i dojsc do wniosku, ze jesli kochaja matke ziemie to jednak powinni przejsc na wegetarianizm. fajne, nie? korporacja mysli o srodowisku i globalnym ociepleniu, podejrzewam, ze poza tymi ulotkami wydzial PR opracowal rowniez starannie mission statement korporacji o jej wysilkach zmierzjacych do redukcji emisji CO2.

a teraz obrazek z pietra wyzej. tzw "break room", z kawa , lodowka i napojami.





zdjecie robione o 9 rano. mysle ze 0k. 8 przychodzi ktos, kto laduje ja tymi wodami po brzegi. ok. 17 lodowka jest pusta. mysle, ze schodzi tych butelek 0.5l z 300 dziennie. dodam, jest to jedno z 3 pieter - czyli ok. 1000 butelek na budynek. budynkow na campusie korporacji jest 30.

na koniec dodam, ze jest to pierwsze biuro, w ktorym pracuje, gdzie nie ma 5-galonowych (19 litrow czyli 38 takich malych butelek) baniakow dla pracownikow, tylko indywidualne butelki.



Wednesday, August 20, 2008

next stop: bangalore, india

bedac mloda kontraktorka oferujaca swoje uslugi pewnej gigantycznej korporacji z branzy komputerowo/internetowej w tzw. dolinie krzemowej, czasami mam wrazenie, ze znalazlam sie w new dehli tudziez bangalore. stereotyp hindusa dominujacego amerykanska branze IT nie byl mi obcy, aczkolwiek przyznam, ze jestem w dosc ciezkim szoku. nie wiem, czym sie zajmuja ludzie na pietrze budynku ( a tych budynkow na campusie jest bagatela, 30), gdzie na razie okupuje pokoje konferencyjne, ale domyslam sie, ze sa to glownie develeporzy i programisci. i powiem tyle, ze bialasa nie uswiadczysz. jedynie w pokojach dyrektorskich, mieszczacych sie wzdluz scian, zza zaluzji widac ze upper management to jednak jankesi. ale juz lower management oraz szeregowi to, w 95%, hindusi. 2 managerow mojego projektu tez jest, owszem, z indii, mimo ze projekt nie jest IT tylko lingwistyczny. co ciekawe, dwoch managerow na szczycie lancucha naszego projektu, to a jakze, amerykanie. przysiegam, ze ten hinduski, dukajacy akcent sni mi sie po nocach. weszlam nawet na googla, bo jestem po prostu ciekawa, jak to sie stalo, ze kurna hindusi zdominowali az w takim stopniu ta wysoko platna i trudna branze w usa. w jednym z arykulow znalazlam to:

When people call Silicon Valley's Indian population a mafia, they mean that the immigrants who live in the Bay Area and work in high tech--roughly 200,000, according to siliconindia magazine--have formed an amazing web. Indians invest in one another's companies, sit on one another's boards, and hire each other in key jobs. Many live in close proximity and hang out together. The network might be only mildly interesting if so many of the Valley's Indian immigrants hadn't become phenomenally wealthy and successful in the past ten years. People don't necessarily think of it this way, but Bay Area Indian immigrants represent America's most successful immigrant group. Collectively, they've created companies that account for $235 billion of market value. (...)
Indian engineers have been coming to the U.S. in increasing numbers since the early 1970s; almost half the H-1B visas given by the State Department go to Indian engineers (H-1Bs are granted to foreigners who have specialized skills or are, oddly enough, fashion models). High-tech companies need people desperately--U.S. engineering schools simply don't produce enough graduates to fill the specialized jobs the high-tech industry creates. According to the Information Technology Association of America, a trade group in Arlington, Va., more than 800,000 infotech jobs will go begging this year. And the engineers U.S. schools do produce typically aren't as talented as those from India. Many Indian immigrants have graduated from schools that make Harvard and MIT seem easy to get into.


i to tyle z refleksji na dzien dzisiejszy. ide jesc fasolke po bretonsku (tak, sama ugotowalam) i uwolnic umysl od mojej hinduskiej mafii choc na kila godzin.

Tuesday, August 19, 2008

the king of comedy

pomiedzy mniej wiecej wrzesniem 2006 a wrzesniem 2007, z przyczyn bardzo okreslonych, jedyne, co bylam w stanie ogladac, to komedie. jak spojrze czasami na nasze archiwum w netflixie to rzeczywiscie, kudos to my hubby, ze zdzierzyl rok rom-comow na przemian ze stevem martinem. no ale tez obejrzelismy kilka komediowych klasykow, a ja zostalam wtajemniczona w dwa arcydziela stand-up comedy, a mianowicie "raw" oraz "delirious". nigdy przedtem nie dazylam eddiego zbyt wielka sympatia, bo ostatnie poltorej dekady tworczosci to niestety same gnioty. natomiast po obejrzeniu raw i delirious (w szczegolnosci delirious) padlam na kolana. ponizszy skecz "ice cream truck" nalezy do moich naj-ulubienszych skeczow komediowych wszechczasow.