Monday, December 29, 2008

trzęsienia ziemi i zwierzęta

jak wiadomo, kalifornia jest bardzo aktywna sesjmicznie i małe trzęsienia ziemi są na porządku dziennym. prawdziwy kalifornijczyk jest przygotowany na najgorsze i ma w domu tzw. earthquake kit (my nie mamy, nie wiem czemu, hubby co jakiś czas sobie przypomina i mówi, że musimy takowy sobie zorganizować i na tym się kończy). santa cruz zatrzęsło bardzo mocno w 1989, czyli minęło 20 lat, czyli teoretycznie wkrótce znów może wystąpić jakaś masssakra. ale miejmy nadzieje, że raczej nie.

ale do czego zmierzam. tydzień temu zatrzęsło nami z lekka, około 9 rano. my nic nie poczuliśmy, bo w weekendy śpimy do oporu, tak więc o 9 spaliśmy. natomiast nelo budziła nas pół nocy, chodziła po naszej sypialni w tę i z powrotem, popiskiwała, wypuściliśmy ją na siku około 4 rano, ale niewiele to dało. nie jest to jej normalne zachowanie, zazwyczaj śpi jak zabita całą noc (i cały dzień). z perspektywy telefonu teściów z texasu, którzy nas poinformowali o tym całym mini- trzęsieniu, wyszło na to, że może nelo jest wizjonerką. wygooglałam sobie temat i faktycznie. zwierzęta przeczuwają trzęsienia ziemi. prosz, artykuł tu.

8 comments:

Anonymous said...

czyli macie swoj prywatny sejsmograf?:)
CA ciagle sie czeka na BIG ONE - mam nadzieje, ze bedzie to robic baaaardzo dluuuuuugoooo

Anonymous said...

to bylam ja:)

Anonymous said...

no wlasnie. tym bardziej, ze takie big one moze tez dotrzec do portland.
a macie plan na wypadek trzesienia ziemi? bo suvka z mezem ponoc maja. wiedza gdzie maja sie spotkac.
bardzo dobrze jest miec taki plan. na wypadek jak nie mozna sie do siebie dodzwonic. w ogole to pewnie dobrze byloby sobie kupic telefon satelitarny. tak na wszelki wypadek.

ania k said...

ania_2000: a co daje taki sejsmograf? z tego co sie orientuje, to nikt nie jest w stanie przewidziec trzesienia ziemi, ale byc moze sie myle.

hjuton: planu nie mamy, i pewnie potrzebne byloby kilka wariantow, bo ja pracuje 40 mil od domu i to po drugiej stronie gor Santa Cruz, takze w przypdaku wiekszej massakry maz by pewnie utknal w SC a ja w San Jose. telefonu satelitarnego tez nie mamy. W OGOLE NIC NIE MAMY. a teraz ide sie bac, bo mnie tak nastraszylyscie ...

Anonymous said...

przewidziec dokladnie to moze i nie, ale ze bedzie big one to ogolnie wiadomo ;)
moj maz jest geologiem i jakby cos wiedzial in advance to dam ci cynk ;)

Anonymous said...

dziewczyny - tak, mam miejsce zbiorcze ustalone - jakby sie wszystko zwalilo tfu tfu:)

a tak a propos konia.
czytalyscie to?
http://news.yahoo.com/s/ap/20081230/ap_on_sc/yellowstone_quakes

Anonymous said...

och, jakies zabezpieczenia mam u siebie, ze nie moge sie zalogowac u ciebie aniu, twoj blog jakis szczegolny:)
pozdrawiam:)
ania_2000

ania k said...

ania_2000: przepraszam w imieniu niesubordynowanego blogaska. co do miejsca spotkania, my tez mamy, okazuje sie, takie miejsce. maz mi przypomnial, ze dawno temu ustalilismy. tylko ja zapomnialam. mozna mi tylko gratulowac.

hjuston: dobra. deal. ;-)