Friday, September 19, 2008

straszne

znalazlam ten artykul i niestety obejrzalam zalaczony w nim film.

4 comments:

Anonymous said...

na pewno to nieprzyjemne, ale: wilki na Alasce nie mają żadnych "natural predators", rozmnażają się wielkimi liczbami. Teren jest bardzo niesprzyjający do łażenia po nim, a więc następuje bardzo niemiłe pytanie do Matki Natury: co z tymi wilkami zrobić?

Po mieście kojoty nie latają, bo je się tępi i do tego by się nie dopuściło, a czy wilki mają prawo wielkimi gromadami biegać po Alasce i pożerać wszystko co mniejsze? To niby bieg natury, ale jeśli tak, to jednak człowiek stoi najwyżej i prawem natury też się rządzi.

Alicja naturalnie

ania k said...

alicja, jasne, natomiast mozna dokonywac tego w sposob humanitarny :-( nie sadzisz ze ta metoda jest z lekka przegieta?

Anonymous said...

Na pewno teoretycznie jest przegięta. Ale łatwo mi to mówić z wygody mojego niezagrożonego raczej życia. Jak jest u mnie inwazja mrówek, to wiesz co robię? Możesz się domyślić. Ktoś też mógłby nakręcić film o cierpieniach strasznych moich nieproszonych gości.

No dobrze, rozumiem różnicę między insektami a ssakami. Ale mrówki przecież takie pożyteczne, ja nie mam w zasadzie dla nich nic prócz szacunku. Toż to jak pszczółki, pracowite, niby nie szkodliwe.

Czy znasz jakieś humanitarne metody zabijania dzikich zwierzaków?
To w zasadzie pytanie retoryczne, bo nie wiem jak można zabijać wilki humanitarnie w tak trudnym terenie jak Alaska. Samo w sobie to jest okropne, ale jestem zbyt daleko odsunięta od sytuacji, żeby docenić problem. Tyle tylko wiem, że wilków tam masa i że nikt ich nie wysiedli do np. Kalifornii.
Alicja

Anonymous said...

W niektorych dzielnicach Portland tez mozna spotkac kojoty. Ludzie je tepia, bo sie ich boja. Kojoty byly wczesniej, ludzie zaczeli zabudowywac pola i lasy i teraz sie dziwia, ze im kojoty pod okna podbiegaja. Wiem, ze niby czlowiek ma pierwszenstwo na zwierzyna, ale nie chce sie z tym pogodzic. Bo jest w tym cos bardzo upokarzajacego dla zwierzat, ze chociaz jestesmy slabsi (fizycznie) to my kompletnie zawladnelismy swiatem zwierzecym i nic sie im nie ostalo, nigdzie nie moga sie czuc jak u siebie. Taka krowa na przyklad duze i spokojne zwierze, jakby chciala to by nas pogonila, a ona tymczasem ma pokojowe usposobienie i idzie gdzie jej nakazemy...na przyklad do rzezni. A propos kojota, bieglam szlakiem w Forest Park i tuz przed samym nosem pojawil sie kojot i truchtal przede mna przez jakies 40 sekund po czym jak duch sie rozplynal. Niesamowite przezycie.